Relacja z koncertu w Lublinie
21.11.2003


Koncert odbył się w ramach XV Przeglądu Muzycznego STAŚ - organizowanego w Liceum im. Staszica w Lublinie. Koncert miał się rozpocząć o 16:30, ale jak to zwykle bywa trochę się opóźnił. Cały „przegląd” był jubileuszowy, więc nie był to konkurs, ale raczej występ „gwiazd”. W małej sali, z mała sceną, ale za to z dosyć dobrym nagłośnieniem zaczęła zbierać się publiczność. O 17:00 na scenę wyszedł Gunslinger - jak zapowiedział prowadzący całą imprezę - uhonorowany wieloma nagrodami itd. zespół bluesowy. Było to połączenie bluesa z rockiem. Zaraz potem (15 - 20 minut), po przerwie technicznej na scenę wyszedł LOCH NESS. Miałem przyjemność już wcześniej ich słyszeć na koncercie w Kraśniku - wtedy prezentowali kilka coverów i piosenki ze swojego dema. Ten koncert był znacznie lepszy - przede wszystkim dużo nowych, własnych kompozycji. Krzysztof Zalewski wyraźnie potwierdził swój rockowy styl - niektóre wokale były bardzo niskie i to dawało naprawdę niezły klimat. To, co najbardziej poruszyło publiczność to jednak covery - niejakiej Emilii („I’m a big big girl ina a big big world” - czy jakoś tak) w wersjji punk rockowej i „Enter Sandman” Metallici - kończący występ Loch Ness. Naprawdę, bardzo dobry koncert. W kolejnej przerwie na scenie zaczął się instalować Tymoteusz. Tym razem byli wszyscy (poza Pospieszalskim). Po zapowiedzi konferansjera nastała krótka cisza. Ludzie stanęli przed sceną oczekując na pierwsze dźwięki - a tu nic. Po chwili Drężmak podszedł do mikrofonu i powiedział: „Jeżeli ktoś gdzieś widział pana Budzyńskiego i pana Malejonka to niech ich zawoła”. Chwilę później pojawili się „spóźnialscy” wraz z Angeliką. Cóż, takich braw i pisków dziewczyn jakie otrzymali przy swoim wejściu nie dostał nawet laureat drugiej edycji Idola (J). Zaczeli od Shalom. Kiedy zaczynał się ten kawałek połowa publiczności pogowała - ja stałem gdzieś w środku sali - ale gdy doszło do refrenu - to skakali już wszyscy. Potem zagrali Marana Tha i Shema Izrael - z drugiej płyty, a dalej (może niekoniecznie w takiej kolejności, ale mniej więcej): Effatha, II pieśń sługi pańskiego, Psalm 40, Kto nas odłączy (bardzo zeschizowanej wersji - mnie na tym kawałku aż przechodzą dreszcze), Magnificat, Uwiodłeś mnie Panie, Psalm 23, Psalm 13, List do Kościoła (jak oni to robią - ach ten refren...), Pozwlcie dzieciom, W obliczu aniołów (myślałem że już tego nie zagrają), Gdzie ona jest, a na bis Święty szczyt (z punkowymi riffami w środku utworu). Ogólnie mówiąc, koncert był bardzo dobry, chłopaki dali z siebie wszystko. Publiczność również dopisała – 2TM2,3 jako jedyni bisowali – wyraźnie było zauważalne, który z zespołów jest oczekiwany i chyba (J) najlepszy. Czasami zdaje mi się, że oni są jak wino - im starsi tym lepsi, co zresztą tyczy się również utworów, które zawsze w wersjach brzmią niepowtarzalnie. Niepowtarzalnie dobrze! I tego wieczora znów „to Jezus zwyciężył świat”.

Andrew