Relacja z koncertu w Raciborzu 21.09


Przychodzi taka chwila w życiu, kiedy człowiek decyduje się napisać relację z koncertu – dzieje się to w moim przypadku tuż po powrocie z owej imprezy muzycznej. Miałem nawet taką myśl, że powinienem tę rację napisać jakiś czas później, może wtedy byłaby mniej emocjonalna i bardziej spokojna. Skoro nie jest to jednak poradnik dla innych, jak pisać relacje, a ja mam ochotę pisać teraz....

Tymoteusz (jak pewnie wszyscy wnioskują z tytułu, bo znając Sysa – haha, znam go – to umieści tutaj tytuł) zagrał w Raciborzu, dnia jakże pięknego, słonecznego i upalnego (w związku z czym, gdy dotarliśmy na miejsce, ekipa była zmęczona jakby koncert już się odbył) 21 września 2003, a była to niedziela. Nie dzieląc włosa na czworo, tzn. nie rozwodząc się zbytnio nad tym faktem, przejdę do momentu rozpoczęcia. Wtedy to na scenie pojawił się ksiądz, którego imienia nie znam, a warto dodać, że miał trochę ciała :) i zapowiedział support (ach, uwielbiam się chwalić umiejętnością angielskiego), czyt. saport :) o nazwie SO. Panowie wyszli na scenę, troszkę przynudzali, a potem zeszli. Nie było to nic wartego uwagi, przynajmniej w mojej opinii. Na scenie znowu pojawił się grubszawy ksiądz i tym razem wśród wielkiej euforii i oklasków zgromadzonych zapowiedział (no, zgadnijcie co?) 2TM2,3 – zespół owiany legendą, wspaniały, niezastąpiony... dobra, koniec tego podniecania się. Gdy już muzycy wyszli i się przygotowali (nie było tam Litzy – trzeba było to napisać wcześniej) wszyscy 'jak jeden mąż' skoczyli pod scenę i ochoczo zrobili młyn! Przy pierwszej piosence (Szalom) wszyscy o mało się nie pozabijali, w końcu – wiadomo- pełnia sił witalnych, euforia, czad i w ogóle. Lepiej było, gdy się wszyscy zmęczyli, przynajmniej nie bili tak mocno :) trzeba przyznać, że załoga na koncercie była fenomenalna, bawiła się super, stworzyła taką wielką wspólnotę... tak być powinno.

Co tutaj jeszcze...? No to skład: był tam Budzy, był Maleo i jego niezawodna gitara, był Drężek, który znakomicie (przepraszam za słowo) zapierdzielał solówki, była Angelika i kilka jej momentów lub (jak kto woli) dodanych trzech groszy, następnie Kmieta na basie i Stopa zasiadający za perkusją (wow). Co się tyczy zagranych kawałków, to wypiszę to co zapamiętałem i z pewnością nie w kolejności: Szalom, Effatha, Psalm 13, Gdzie ona jest, Maranatha, W obliczu aniołów, Psalm 40... koniec, więcej nie pamiętam, naprawdę czarna dziura... w każdym razie nie zagrali Genezis :) a tak chciałem...

No naprawdę, jestem pod wrażeniem, chłopaki dali popis niesamowity, każdy kto ma możliwość pójścia na taki koncert, niech idzie!

grochu


Koncert w Raciborskim Centrum Kultury odbył się w słoneczne, niedzielne popołudnie 21 września 2003 roku. Jako support wystąpił gliwicki (przynajmniej mający w tym mieście próby) zespół So. Mówiąc delikatnie, chłopcy publiczności nie rozgrzali. Na szczęście po 2 minutowej przerwie na scenę wszedł Tymoteusz. Pierwsze zdziwienie - skład. Tak więc wystąpili: Angelika, Budzy, Drężek, Kmieta, Maleo i Stopa. Czymś niewyobrażalnym jest brak Licy i - choć może w nieco mniejszym stopniu Joszki, Beaty czy M.Pospieszalskiego. Pierwszy zachwyt - pierwszy utwór ("Shalom"). No cóż, potrafią grać jeszcze dynamicznie (choć niektórzy po trasie wielkopostnej spisali Tymka na straty :) Drugi zachwyt - ludzie, a raczej ich błyskawiczna reakcja. W kilka sekund przestrzeń pomiędzy sceną, a pierwszym rzędem krzesełek zapełniła się świetnie bawiącą się publicznością. Jeżeli chodzi o kawałki zagrane tego popołudnia to dominowały zdecydowanie utwory szybkie i/lub dynamiczne ("Shalom", "Gdzie ona jest", "Psalm 40", "List do Kościoła", "Effatha", "Psalm 130" z "Paschy 2000"; "Szema Izrael Adonai Elohenu Adonai Ehad", "II Pieśń Sługi Pańskiego", "Psalm 13", z "2Tm2,3"; "Marana Tha" i "Magnificat" z Przyjdź). Znalazło się również miejsce na kilka utworów reggae ("W obliczu Aniołów", "Jahwe, Tyś Bogiem mym" i "Redemtion Song" Boba Marleya) oraz "numerów Angeliki" ("Psalm 23" i "Psalm 103"). Jest to chyba niepełna lista i mogły się zdarzyć również pomyłki. Do wykonania wszystkich numerów nie można mieć żadnych uwag. Chłopcy bardzo się starali, żeby nie było widać braku Licy. Wiadomo, że nie obyło się bez kilku drobnych pomyłek, ale generalnie wszystko się udało. Koncert miał kilka sympatycznych momentów, np. gdy chyba najlepiej kontaktujący się z publicznością Budzy podawał ludziom mikrofon, lub gdy pouczał ochroniarza, by nie zrzucał ludzi ze sceny, gdy na nią wchodzą (inna sprawa, że gdy na początku zrzucił jednego fana to już nikt inny nie odważył się wejść na scenę :) Tradycyjnie już na koncertach z udziałem Darka Malejonka odbyło się wspólne śpiewanie z publicznością podczas "jego" kawałków (czyli reggae). Minus tego koncertu to na pewno jego lokalizacja. No cóż sala z niewątpliwym przeznaczeniem kinowo - teatralnym nie bardzo pasowała (zbyt mało miejsca dla bardziej rozruszanej publiki). Inną kwestią pozostaje to, że ludzie "poza młynowi" bardzo chęnie korzystali z krzesełek... Minus to również zakończenie koncertu (jeden bis - zagrany po raz drugi utwór "Gdzie ona jest"), zaledwie półtoragodzinnego! A stało się tak dlatego, że zaraz po koncercie odbywał się seans kinowy (nawiasem mówiąc to współczuję widzom w pierwszych rzędach, zapach potu niekoniecznie wyparował w przeciągu 20 minut :P). Przyjemnym zakończeniem pobytu w Raciborzu było spotkanie kilkunastu osób z Katowic i Rybnika z Budzym, Maleo i Angeliką. Pogadaliśmy trochę o nowej płycie, koncertach, perfumach Rococo (hehe) i licytowaliśmy ostatnią, niesprzedaną koszulkę. Było bardzo miło. Później tylko pamiątkowe zdjęcia i trzeba było wracać do domu... Podsumowując koncert był bardzo udany, jednak z niecierpliwością czekam na pażdziernikowy występ Tymka w Częstochowie...

mirus