Relacja z koncertu w Sosnowcu 12.04


12.04 - piękny słoneczny dzień. Tym bardziej piękny, ze właśnie wtedy miał się odbyć koncert Tymoteusza w Sosnowcu. Takiej okazji nie mogłem przepuścić i musiałem się na niego wybrać. Godz. 16.23 już byłem pod Halą "Płomień". Po tradycyjnych "obmacywankach" ;) przy wejściu i kilku serdecznych słowach zamienionych z ochroniarzem byłem w środku. Z początku mało ludzi, jednakże już po 15 minutach przy drobnym ruchu deptało się kogoś, lub wpadało na jakiegoś znajomego ;). Wreszcie ulitowali się nad nami (to jest nad podnieconym tłumem) i wpuszczono do właściwej sali. Taka dość duża sportowa hala z ławeczkami ustawionymi co raz wyżej. Szczęście tego dnia mi sprzyjało. Udało mi się przepchać do pierwszego rzędu i zająć sobie miejsce siedzące. Ja a zaraz przede mną barierka i "scena". Ale ja tu się rozpisuje o bzdurach a tu koncert najważniejszy. A więc po kilkuminutowym oczekiwaniu na scenie wreszcie pojawili się muzycy a dokładniej: Budzy (głos, organy), Litza (głos, gitara akustyczna), Drężek (głos, gitara akustyczna), Angelika (głos), Beata Kozak (perkusja), dr Kmieta (bas), jakiś gentelmen o imieniu Maciej (nazwiska niestety nie udało mi się zapamiętać, ale jakoś Pawlak, Pawlicki czy coś - flet poprzeczny) i Maleo zresztą w bluzie z Bobem Marley'em (głos, jego ukochana gitara). Wszystko zaczęło się od Stabat Mater i pięknego głosu Angeliki J. Potem poleciała już cała masa psalmów, także nie pamiętam nawet jakie i w jakiej kolejności (ale chyba była większość powstałych przez Tymka) Nie zabrakło tez utworku Boba Marley'a i jeszcze kilku piosenek w ogóle mi nie znanych (nie wiem czy to coś z ballad Budzego czy jakieś materiały na nową płytę). Z początku publika ograniczała się do smętnego siedzenia na 4 literach i spontanicznego ruszania głowami. Jednakże gdzieś przy 4-5 piosence (bodajże stara piosenka zespołu Izrael - fajne reggaeJ ) wreszcie się ożywiło, a potem o ile Wielki Post pozwolił zaczęła się zabawa. Do końca już było wypasiście, było czuć miłą atmosferę i co najważniejsze ludzi wreszcie zaczęli śpiewać i "odpowiadać" prowadzącemu koncert Budzemu. Jednakże wydawało mi się, że strasznie szybko nadszedł koniec i muzycy zaczęli się żegnać. Oczywiście nie pozwoliliśmy na brak bisu J. Tam pojawiły się znowu bliżej mi nieznane piosenki (np. "powtarzane" reggae za Maleo) oprócz kończącego cały koncert psalmu 51. Po koncercie (tj. po pożegnaniu Beaty, Drężka, dr Kmiety, Angeliki i tri-atamanów J ) większość osób zaczęła wychodzić, także tylko około 15 osobowa grupka postanowiła cierpliwie czekać na autografy. Po 5 minutach "gwiazdy" wróciły po instrumenty i zaczęła się prawdziwa uczta ;) Oczywiście zarobiło się od wszystkich grafy i zamieniło się kilka (a może nawet kilkanaście) ciepłych słów. Trza przyznać że mają chłopaki ;) poczucie humoru, a szczególnie Litza (niezmiernie sympatyczny gość). W końcu trzeba było pozwolić im odpocząć i udać się do samochodu...

ilmig


12 kwietnia już od dłuższego czasu był dla mnie dniem wręcz świątecznym Gdy dowiedziałem się, że na bank pójdę na ten koncert, wpadłem w istną euforię i nie spałem pół nocy J. Co więc działo się właśnie 12 kwietnia nie będę opisywał i spuszczę na to zasłonę miłosierdzia. Przybywszy na koncert oddałem się w ręce ochroniarza, który penetrował mój plecak i upewniał się, czy nie mam tam przedmiotów niebezpiecznych. Z kolei przepuszczony zostałem do miejsca wiecznego deptania kogoś i popychania się wzajemnie. Pomimo zewsząd napływających apelów o rozsądek i wpuszczenie tłumu na salę główną, ochroniarz twardo stał na stanowisku. Wreszcie otwarto bramy i stłumiono nas gdzieś indziej. Bilet mój acz przedarty, jest teraz schowany w bezpiecznym miejscu jako pamiątka. Zły jestem na tego ochroniarza, bo podarł mi go drań prawie totalnie. Hala "Płomień" - hala sportowa. Coś na kształt boiska zamieniono na scenę, a fanom kazano siadać na ławeczkach usytuowanych jedna nad drugą, lub - jak kto woli - jedna pod drugą. Koncert - nieco oczywiście opóźniony - rozpoczął się, gdy okrzykiem jakiegoś, nie wiedzieć czemu, podekscytowanego gościa: "SĄ!!!!" J Nie będę się rozpisywał nad ubiorami muzyków czy też sprzętem. Wyliczę tylko, kto występował: Budzy, Litza, Maleo, Drężmak, Beata (Kozak), Angelika (Górny), dr Kmieta oraz nieznany mi bliżej osobnik dzierżący flet poprzeczny. Nie podobna wyliczyć też w kolejności utwory, powiem jednak, że było bardzo dużo psalmów, m.in. Psalm 13 i Psalm 51 (na bis). Publiczność rozszalała się około czwartej piosenki, być może piątej, dość powiedzieć, że było to reggae - stary kawałek Izraela. Na ile Wielki Post pozwolił, na tyle publika urozmaicała koncert, np. skacząc, "tańcząc". Zależnie od utworu wykorzystywano różne techniki zabawy - jedni bujali się, inni, jak wspomniałem, skakali, inni po prostu klaskali. Wydaje mi się, że nie było osoby, która nie znała tekstów, tak więc dzielnie pomagaliśmy Tymoteuszowi pod komendę Budzego, który rządził klimatem tego koncertu. Po koncercie jeszcze kilka autografów, mniej lub bardziej celnych uwag na temat gburowatej ochrony, a także rozmowy z każdym z muzyków. Szkoda tylko, że to tak krótko trwało...

grochu