Wywiad dla biuletynu Pustyni Miast


Tomek Budzyński

Zacznijmy od początku: Jak to się właściwie stało, że śpiewasz o Jezusie? Czy możemy mówić o nawróceniu - wulkanie, czy też już w "Legendzie" wiedziałeś o co ci chodzi, ale po prostu brakowało ci odwagi?
To nie było tak, abym z jakiegoś ateisty stał się chrześcijaninem. Wychowałem się w rodzinie katolickiej, zawsze wierzyłem w Boga, to oczywiste. On jest rzeczywiście - tak jak ja jestem, jest Natalia i dziecinka (Ninka, 7 miesięcy). To jest Bóg. Ale od nastolatka ciągnął się za mną New Age. Wtedy myślałem: "Bóg jest dobry, Jezus jest dobry, Krishna dobry, Budda też dobry - byleby było kolorowo i nie nudnawo". Natomiast nudnawo było dla mnie w kościele. W swoim zespole zgrywałem poetę i pisałem taki tekst, w którym nikt nie wiedział o co chodzi. Nie fantazjowałem, pisałem prawdę o sobie, tylko że był to szereg metafor, w których pojawiły się słowa: światło, duch, wiatr - ogólnie dostępne i wszystkim znane symbole.

I nic one nie znaczyły?
Otóż znaczyły. W wywiadach mówiłem, że śpiewam o Bogu, ale bałem się powiedzieć, kto to jest ten Bóg. Nie mówiłem, że Bóg to Duch Święty, a to światło - to światło Jezusa Chrystusa. Bardziej to było bliskie etyce, niż wierze.

Więc skąd nagle taka odwaga?
Niespodziewanie zaczęły mi się przydarzać dziwne rzeczy w czasie koncertów. To może zabrzmieć dziwnie, ale słyszałem głos. My gramy przecież czad i w czasie takiej ostrej kanonady ktoś zaczął do mnie mówić: "Jezus Chrystus". Tym chwilom towarzyszyło poczucie jakiegoś głębokiego szczęścia, wzruszenia. Nie mogłem przejść obok tego obojętnie, działo się to zupełnie bez mojej woli. Jezus przychodził i rozumiałem, że te metafory wiązały się z nim. Narastała we mnie potrzeba powiedzenia tego, co nagle okazało się takie oczywiste. I zacząłem zmieniać teksty utworów. W przebłysku zaśpiewałem: "Niech cię strzeże, niech cię wspiera - JEZUS CHRYSTUS!" I zostałem bardzo źle przyjęty, znieważony, opluty. W tym poniżeniu powiedziałem im wszystkim, że Jezus jest Panem. Wyznałem to pierwszy raz w życiu i nie stało się to tak, jak sobie wyobrażałem wcześniej, że powiem to w gronie przyjaciół. Zrobiłem to wtedy, gdy byłem odrzucony przez otaczających mnie ludzi. Znikąd pomocy, było wręcz niebezpiecznie. "Dziki", który też się nawrócił, dostał w twarz. I w tej awanturze nagle moje słowa: Jezus jest Panem. Nie wstydziłem się już. Zacząłem uczęszczać na Msze Święte, do spowiedzi, poznawać kapłanów, patrzyłem jak nawracają się moi koledzy. W końcu ja i moja żona ""wylądowaliśmy"? w neokatechumenacie i tu mamy swój odpoczynek.

A czy nie obawiasz się zawężenia grupy fanów?
Co ja się mogę bać? To się stało i nie mogę powiedzieć, że to jest dla mnie nieważne, bo od ilości fanów zależy mój byt. Zespół Armia jest dla mnie jedynym źródłem utrzymania, ale nie ma to dla mnie takiego znaczenia, żebym musiał coś zmieniać. Nie mogę się wyrzec Jezusa. Muszę o tym mówić. To jest tak jak z zakochaniem. Przynajmniej, kiedy ja się zakochałem w Natalii, wszyscy to musieli wiedzieć. Tak samo jest z miłością do Boga. Muszę się z tym dzielić. Jeśli ktoś mówi, że religia jest sprawą prywatną, to ja się bardzo dziwię. Dotyczy przecież relacji międzyludzkich i tej cudownej miłości do bliźniego, który jest obok.

Czy można powiedzieć, że działalność Armii, to jedna z form w nurcie Nowej Ewangelizacji?
Tak, chociaż nie jest to ewangelizacja sensu stricte. Większość piosenek dotyczy spraw wiary i w czasie koncertu modlimy się do Boga, żeby dał nam Ducha Świętego, o ile taka jest jego wola. Ale przed występem nie zakładamy, że będziemy ewangelizować. Jest to raczej dzielenie się niż ewangelizacja.

Ale czy nie sądzisz, że można postawić tu znak równości?
Właściwie można, ale nie do końca. Taką prywatną ewangelizacją jest pomysł, który wpadł nam do głowy dwa lata temu i teraz jest realizowany - to jest zespół chrześcijan. Taki czadowy rockowy zespół chrześcijan. Kończymy właśnie nagrywanie płyty. Zespół samych katolików: ja, Litza, Malejonek, Marcin Pospieszalski, Stopa - i to ma być ewangelizacja. Wszystkie teksty piosenek są z Pisma Świętego - określony psalm czy fragment listu. I to nie tak, że tylko zamierzamy nagrać tę płytę, ale normalnie ruszyć w trasę i modlić się na koncertach, no i żeby zawsze był jakiś ksiądz. Chociaż księża na koncertach Armii to są zawsze. Jak nie znajomi, to jacyś inni, po cywilu, a po występie podchodzą i przyznają, że cały czas się modlili. Nasz zespół nazywa się 2 TM 2,3.

Człowiek współczesny jest raczej alergiczny na bezpośrednią ewangelizację. Uważa ją za synonim werbunku, nietolerancji, natarczywości, w końcu zamachu na wolność.
A niech tak sobie mówią i myślą. I co z tego. Nie można brać tego pod uwagę. To nie jest tak, że ktoś wychodzi na rynek, mówi o Bogu i nagle pół miasta się nawraca. Oczywiście, że będą nawet pluć na niego, mówiąc: "Won stąd, bo to jest zamach na naszą wolność". Ale to co ten człowiek mówi, tak naprawdę usłyszy masa osób. I teraz może wyprzedzę twoje pytanie o formę rockową. Wydaje mi się to o tyle dobre, że stosujemy narzędzie, które jest uniwersalnym językiem młodzieży na całym świecie. Jest to doskonały sposób, żeby kogoś przyciągnąć. Bo ludzie lubią tańczyć. Można chwalić Jezusa tańcem. Wszystkie pieśni w kościele są tak dostojne, że nie można przy nich tańczyć. Dawid przecież tańczył, a z nim zapewne pól miasta. Boga to nie gorszy, tylko niektórych ludzi. No sorry Winethhou, jak się mówi, ale taniec jest jedną z piękniejszych form ludzkiej ekspresji! Poza tym wprowadza w trans...

I to ma być dobre?
Tak. Trans jest dobry, jeśli muzyk ma dobre intencje. Mnie na przykład w trans wprowadza chorał gregoriański, który jest sztuką anielską.

A czy może być trans szatański?
Może być i jest.

Czy również w muzyce niegroźnej, bez bluźnierczych tekstów?
Tak. W muzyce, która rodzi agresję. Takie zespoły same prowokują do złości, nienawiści - zachowaniem się na scenie, gestami. Muzyka Armii nie jest agresywna, raczej dynamiczna. Bo nie ma złej intencji. Nie chcę nawoływać do przemocy i jestem pewien, że ludzie to czują.

Abstrahując od muzyki - samo pojęcie ewangelizacji - czasami jest ona odbierana jako kampania wyborcza, rekrutacja do naszego Kościoła?
Jak to powiedzieć... Przecież jak ktoś przyjdzie do Kościoła, to nic złego mu się nie stanie. Jezus Chrystus daje wszystko za darmo. Nie ma żadnego musu, kontraktu. Jeżeli dla kogoś jest to rekrutacja, to niech sobie jest. Bycie w Kościele jest wielką łaską. Porównuję cały czas Kościół z Arką Noego, w której można się uratować przed potopem. Rekrutujemy do tej Arki, żeby ratować ludzi i trzeba to robić jeszcze szybciej, bo czas nagli.

Czy przychodzą Ci w tej chwili do głowy inne formy ewangelizacji, które byłyby atrakcyjne dla młodych ludzi?
Czasopisma.

Ale nie wszyscy sięgają po prasę katolicką...
To trzeba robić ja tak, żeby była na wysokim poziomie. Bóg daje talent i można zrobić różne, dobre, profesjonalne rzeczy. Przecież "Fronda" jest teraz popularniejsza niż "Brulion".

Jaki jest twój stosunek do pojmowania Boga jako unoszącej się nad światem miłości, do której mogą modlić się ludzie na całym świecie. Nie Boga - Człowieka, ale dobrej, miłosiernej energii, która gwarantuje wspólnotę wyznań i brak podziałów religijnych?
Pozytywna wibracja, dobra energia - to pojęcia New Age, które są całkowitym kłamstwem. Odczuwanie pozytywnej wibracji to dla mnie za mało. Jezus to Osoba, żył i zmartwychwstał i znowu Jest. To nie enigmatyczna mgła. Nie chcę się nurzać we mgle! Potrzebuję kontaktu z Osobą. Nie ma dla mnie wspólnoty wyznań, nie ma innych bogów i nie chce o nich słyszeć.

Czy mógłbyś wskazać na jakieś przykazania i prawdy, które kiedyś wydawały Ci się staroświeckie i bezsensowne, a teraz nabrały pełnego znaczenia?
Oczywiście, że takie są. Na przykład przykazanie VI, które interpretowałem tak: Po co mi ślub, skoro my się kochamy? Ale kościół mówi, że to grzech. Nie rozumiałem jak to możliwe. Tymczasem współżycie bez ślubu ludzi niby kochających się jest naprawdę grzechem. Żeby to zrozumieć potrzeba łaski. Ludzie są zaślepieni, wydaje im się, że robią dobrze. Na zło mówią dobro. Ale Jezus daje światło Ducha Świętego, który rozjaśnia i pomaga zobaczyć. Ożeniłem się z dziewczyną, z którą współżyłem. Teraz takie zakazy, które wydawały mi się krepujące stają się oczywiste. Nie są zamachem na wolność, ale uwalniają od pewnych rzeczy. Św. Paweł mówi, że wszystko wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść.

Trzy słowa do ludzi z "Pustyni Miast"
Pozdrawiam Was. Jestem z wami!


----------------------------------------------------------------------------

Robert "Lica" Friedrich

Czy można powiedzieć, że śpiewasz o Jezusie
Tak. Na przykład w "2Tm2,3"

Ale w Acid Drinkers, na co dzień, chyba nie?
Uważam, że Acid Drinkers nie jest zespołem chrześcijan, ale ma dużo takich treści, które są zgodne z Ewangelią. W Acidach tylko Ślimak i ja jesteśmy praktykujący. Nie uważam, abyśmy coś musieli na siłę robić, żeby nawracać chłopaków. Możemy tylko swoim świadectwem życia ich zachęcać do tego, żeby oni jednak zwrócili na to uwagę. Dlatego takie piosenki jak - "Fairplay", "Solid Rock", czy "Walkway To Heaven" są w naszym repertuarze. To nikogo nie razi, a mówi coś tym, którzy mają otwarte serce. Więc pojęcie "śpiewać dla Jezusa" jest bardzo względne. Najważniejsze jest oddanie życia Panu Jezusowi. Całą moją rodzinę budujemy na Chrystusie, bo 9 lat temu sakrament małżeństwa był zgodą na to. Na pewnym etapie poczułem, że Bóg mnie przynagla do tego, bym dawał świadectwo i w pracy tego co przeżyłem.
Pierwszą piosenką jaką napisałem, kiedy grałem jeszcze w Turbo, była "Salvator Mundi Salva Nos". To nie jest więc żadne nagłe nawrócenie rockowców, bo ja naprawdę nie jestem nawrócony. Po to wstąpiłem na drogę neokatechumenalnę, żeby cały czas się nawracać, dojrzewać i nauczyć się w końcu słuchać Boga.

Czy potrafisz wskazać na konkretny moment w swoim życiu, kiedy pojawił się w nim Bóg?
Przygotowanie do sakramentu małżeństwa, które wiązało się z bierzmowaniem, śmierć mojego kolegi, która pozwoliła mi zadać sobie pytanie: "Kim jesteś? Co tu właściwie się dzieje?", ustalić całą hierarchię wartości. Z czasem stwierdziłem, że najlepsza hierarchia wartości, to hierarchia chrześcijańska, gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu.

Czy nie poczułeś wtedy dysonansu między swoją wiarą a agresją muzyki rockowej?
W Acid Drinkers jest więcej humoru niż agresji. A do przemocy ludzi skłania nawet dziennik TV, strajk w stoczni albo mecze piłkarskie. Znam wiele rodzin, w których nie słucha się heavy metalu, a są rozbite.

Brzmi to jak asekuracja z Twojej strony ...
To ludzie, którzy zadają takie pytania często szukają wymówki, dlatego, że są leniwi, by drugiemu pomóc i szukają dziury w całym w heavy metalu albo w rocku.
Drażni mnie hipokryzja ludzi, którzy pytają: "Czy nie uważasz, że rock jest agresywny?". Oczywiście, że jest. Ale to nie zmienia odpowiedzialności również i tych ludzi za to, co w naszej rzeczywistości jest złe. Ludzie odrzucają innych za to, że noszą skórę i długie włosy, pochopnie osądzają inność - czy Ewangelia tego uczy?

Opowiedz, jakie są klimaty w zespole?
Na jakiej płaszczyźnie mam Ci odpowiedzieć?
W sprawach wiary? Więc muszisz mieć odwagę zadać to pytanie. Niczym nie możesz mnie zaskoczyć, bo moja stanowczość będzie prowadziła do śmierci, a nie do jakiejś fałszywej pobożności. Chrześcjiaństwo to umiejętność umierania dla innych, a nie opowiadania sobie słodkich historyjek przy ognisku i gitarze.
W Acidach gramy ze sobą od 12 lat i cały czas na siebie wpływamy. Gdyby chodziło o zachłyśnięcie się jakąś modą z mojej strony, to Tytus nie zgodziłby się, żebym pisał "Solid Rock" czy "Two Be One", gdzie on śpiewa o pojednaniu wszystkich chrześcijan, co jest tam jasno powiedziane.
Ale nazwanie swojej twórczości katolicką to duża odpowiedzialność, nie odważyłbym się.
Oglądałem program "RAJ" poświęcony Bożemu Narodzeniu. Oprócz tego, że były tam bombki, choinki, śnieg, Gwiazda Betlejemska - nie usłyszałem prawie nic, że jest to pamiątka narodzin Zbawiciela, Odkupiciela. I to jest taka ostrożność, która mnie denerwuje. Liberalne podejście, zeświecczenie tego wszystkiego odwraca moją uwagę od sacrum.

Ale to jest może jakaś metoda, przecież nie do każdego przemawiają prawdy postawione stanowczo i bezpośrednio...
Czy ty myślisz, że to jest taki czas? Młodzi ludzie są wystarczająco oszukiwani przez reklamy i gazetki, więc oczekują stanowczej prawdy. Ktoś może mówić: "Nawrócili się rockowcy". Prawda jest taka, że powodem tego, że zaczęliśmy mówić o tym w gazetach była potrzebnego konkretnego ruszenia z miejsca do przodu, w stronę Jezusa. To są nasze wspólnoty, to jest działalność poza wspólnotami, o której ja nie trąbię. Czy ktoś wie, że gram z Mietkiem Szcześniakiem na spotkaniach chrześijańskich, albo że jestem w scholi, która śpiewa np. na spotkaniu modlitewnym? Nikt nie wie. I Ty nie musisz o tym pisać. Nie muszę się z tym afiszować, bo wielbię Pana jak umiem, ale nie chcę z tego robić afery.

Ale masz poczucie tego, że muszisz wykorzystać to, że jesteś muzykiem?
Bóg dał mi szansę. Dał mi niesamowite możliwości - może nie w sensie talentu, bo mam świadomość, jakim jestem instrumentalistą - ale jednak pozwolił mi na szczeblu muzyki dojść bardzo wysoko. I myślę, że autorytet u młodych ludzi do czegoś mnie zobowiązuje, jest pewna odpowiedzialność tego, co się mówi ze sceny.
To,że gram z Kazikiem Staszewskim jest dla wielu katolików nie do przyjęcia, dlatego, że on atakuje Kościół. Ale myślę, że ja po to jestem, żeby mu pokazać, że Kościół jest pełen miłości i jest otwarty również dla niego.
Błogosławię Pana, że mam możliwość chwalenia Go tym, co robię. Jestem od tego, żeby pracować i wykorzystać to, co daje mi Bóg.

A poza muzyką?
To właśnie muzyka jest czymś pobocznym. Jezus przyszedł do mnie w ten sposób, że kocham w mojej rodzinie to, czego normalnie nie potrafiłbym kochać. Pan mi pokazuje, jaki jestem leniwy, ale pomaga mi to przełamywać i kochać moje dzieci w ten sposób, że poświęcam im czas, piorę pieluchy, noszę gdy mają kolkę. Daję siebie całego - tu przychodzi Pan.
Mogę korzystać z katechezy świata i czytać w gazetach, że zostałem po raz piąty instrumentalistą roku. Nie jest to dla mnie ważne. Największe znaczenie ma dla mnie moja rodzina i to, że mogę w niej odnaleźć Pana Boga. Może nie umiem tego wyrazić, bo nie jestem intelektualistą ani teologiem i nie mam patentu na te sprawy, ale wiem na pewno, że kocham. To mi daje nadzieję, wiarę. Jakiś młody chłopak stojący pod sceną, który może widzi, że jego rodzina nie jest najlepsza, nie ma kontaktu z rodzicami i nie widzi dla siebie przyszłości w małżeństwie, może zobaczyć takiego pooranego mnie, wytatuowanego, który leżał kiedyś w rynsztoku, pił, bił ludzi ...
I może zobaczyć, że i u niego to się może zmienić, jeśli chce. Myślę, że ta nadzieja jest najważniejsza dla tego kogoś. I nie jest ważna moja deklaracja, tylko świadectwo życia.

Łatwiej czy trudniej Ci się żyje?
Z Panem? Nareszcie się żyje.

Czytasz ...
... Pismo Święte. Nie mam czasu na nic innego. Cały czas uczę się słuchać Słowa Bożego. Cała historia narodu izraelskiego pokazuje mi moją historię. Pismo cały czas pyta mnie, na którym etapie drogi jestem. Czy wyszedłem już z niewoli egipskiej, czy może przeszedłem już Morze Czerwone, może jestem na Pustyni? Psalmy przychodzą mi z pomocą, kiedy nie potrafię się modlić - mogę wtedy Bogu dziękować nawet za to czego sam nie zdołałem w swoim życiu zauważyć. Całe Słowo Boże jest dla mnie tlenem i sensem życia - nie tylko moim, ale staram się żeby cała moja rodzina żywiła się nim i wzrastała.

Jaki jest Twój stosunek do Kościoła jako instytucji?
Kościół jest dla mnie Ciałem Chrystusa, jest Ludem Bożym. Widzę, że jestem tak samo jak inni odpowiedzialny za Kościół, że tworzy go i moje świadectwo.

Chciałabym wrócić do "Creation of Death" - ponieśliście wtedy porażkę?
Oczywiście, ale było to moje zwycięstwo. Bóg pokazał mi po raz pierwszy, że jest prawdą to, co Ewangelia mówi - że w imię pewnych ideałów będą prześladowania. Zespół nazywał się "Jeruzalem", ale firma w Londynie nie zaakceptowała nazwy. Kiedy dostałem swoją płytę do ręki okazało się, że nazywamy się "Creation of Death".
Dla mnie był to widoczny atak złego na to, co chcemy robić. Może też dowód na to, że treść jakoś gryzie się z tą muzyką.

Czyli jednak się gryzie?
Już szukasz odpowiedzi na "podstawowe" pytania.
Nie wiem. W moim przypadku to się gryzło, może tak powiem. I na miarę tego zespołu, bo przecież na "Tymoteuszu" śpiewam bardzo ostro, chociażby w "MaranaTha" i tekst z Izajasza ...

- I nie gryzie się?
Nie.

Dlaczego?
Może dlatego, że śpiewam bardziej świadomie niż cztery lata temu?
W "Creation of Death" była jednak pewna niedojrzałość i to nie były teksty z Pisma Świętego, a moje - i one były bardzo niedojrzałe. Serce było zapalone, ale nie byłem nigdzie formowany, nieświadomie uczestniczyłem w życiu Kościoła. Te 2,5 roku w neokatechumenacie to czas dla mnie przedziwny. Moje życie zaczyna się zmieniać, zaczynam zauważyć swoje grzechy.
Mimo tego, że spotyka nas dużo prześladowań, że nawet ludzie ze środowisk kościelnych próbują nas zniechęcić, może nawet nie wiedząc o tym, że ty masz w domu gorączkę, bo ktoś cię osądza jak najgorszego łachudrę...
Ale tu się wypełnia Słowo. Ta rzeczywistość jest naprawdę piękna, kiedy cały tydzień jest na chwałę Bożą.

Czy uważasz, że istnieje pojęcie dobroci bez Boga?
Kardynał Wyszyński powiedział, że człowiek może być dobry, prawy, nie będąc chrześcijaninem, ale nie może być tak, że chrześcijanin będzie człowiekiem niedobrym. To wiele spraw wyjaśnia, skłania do tego, żeby zwrócić uwagę na swoje postępowanie. Kiedy myślę teraz o nowej płycie, to w ten sposób: czy ona kogoś nie zrani? Czy komuś pomoże? Teraz staram się kompozycję odrzeć ze wszelkich pozorów, smaczków. Zrobiłem tak jedną piosenkę na "Tymoteuszu". Jest prosta w formie, ale dotyka naszej prywatności. Prawda jest taka, że jesteśmy bardzo prości i tylko próbujemy udawać skomplikowane organizmy. Tę piosenkę akceptują nie tylko Ci, którzy słuchają spokojnej muzyki, ale i ci, którzy słuchają czadu. Oni mówią: "Słuchaj, ta piosenka jest rzeczywiście taka, że można się przy niej modlić". W "Sh'Ma Israel" jest folk, Irlandia, a słuchając widzi się łąkę zieloną. Ale są też i inne piosenki, podczas słuchania których widzi się ukrzyżowanie Jezusa. Może to jest potrzebne. Może teraz jest taki czas, kiedy Ewangelię trzeba krzyczeć?

Boisz się słowa "ewangelizacja"?
W moim wykonaniu na pewno tak. Wiem, że jest tu potrzebna specjalna łaska i Bóg sam wybiera tych, którzy ewangelizują. Jeśli robię teraz coś, co można nazwać ewangelizacją, to jest to poza mną. Dziękuję Panu Bogu za to, że odnalazł mnie wtedy, kiedy byłem najbardziej zagubiony. W moim życiu nastąpiło pewne zderzenie: moja tradycyjna powierzchowna religijność musiała ulec zmianie po tym, jak trzy lata temu przeszedłem dwie operacje serca. Mam teraz sztuczne zastawki. Przeżyłem tak dużo bólu związanego ze śmiercią, że nie mam już ochoty niczego udawać. Stwierdziłem że albo odejdę, żeby moim świadectwem nie psuć wizerunku Kościoła, albo wejdę w to bardzo głęboko, nareszcie zacznę ufać. Dzięki temu, że Tomek Budzyński zaprosił mnie na katechezy neokatechumenalne, nabrałem pewności i odnalazłem drogę.
Dziękuję za to Bogu, bo zrozumienie, że Jezus nas kocha to łaska, a nie żadna intelektualna przebiegłość.

Poznań, 16 IV 1997r.
Wywiad przeprowadziła Joanna Kachlicka z Chojnic


----------------------------------------------------------------------------

Marcin Pospieszalski

Co to jest 2 TM 2,3 w sensie projektu muzycznego?
Odpowiedź na to co wszystkim w sercach grało, po prostu chcieliśmy dać świadectwo prawdzie.

Czy powstanie zespołu jest odpowiedzią na biblię satanistyczną?
Nie prawda! Jest to bzdura. Nikt nikomu nie chciał odpowiadać. Na takie rzeczy jedyną reakcją może być milczenie i postukanie się w głowę. Bo wiesz, mieliśmy już do czynienia z paroma fanatykami typu Adolf Hitler. Samo propagowanie czegoś złego jest... Nie ważne, nie chcę się na ten temat wypowiadać. Słuchaj! Tymoteusz jest po prostu wyrazem tego, co członkowie zespołu myślą, w co wierzą i o czym mówią. Tomek Budzyński w Armii w tej chwili bardzo otwarcie śpiewa o Bogu, o Jezusie, ale dopiero teraz przyszedł na to czas. Są zespoły, w których na co dzień np. Litza w Acid Drinkers czy Darek Malejonek w Houku śpiewają teksty alegoryczne, opowiadają w jakiś tam sposób o pewnych dobrych rzeczach, a wynika to z faktu, że nie wszyscy w tych zespołach są jednej myśli. Natomiast Tomkowi, Robertowi, Darkowi chodziło o to, żeby wreszcie móc zaśpiewać o tym co czują i w co wierzą. Takim zespołem jest 2 TM 2,3. Muzyka jest bardzo nowatorska. Są tam rzeczy, których Tomek nie gra w Armii, Litza w Acid Drinkers, Maleo w Houku, ani ja w żadnym zespole. Dźwięki są czasem bliższe Tie Brekowi (śmiech) niż tym zespołom, w których oni grają na co dzień.

Jak Wam się udało tak doskonale zagrać?
Czy doskonale, to trzeba poczekać na płytę. Ale ja uważam, że doskonale (śmiech). Jesteśmy po prostu jednej myśli, nikt nie jest w niewoli swoich urojeń i żądz, chodzący w różnych protezach szczęścia i wolności. Teraz widzę, że jestem człowiekiem wolnym, który doświadczył miłości Jezusa Chrystusa.