Dawać nadzieję


Wyobraźcie sobie dziewięcioosobową grupę nie mającą prób, pojawiającą się na koncertach w coraz to innym składzie (z równoczesną grą dwóch perkusistów), której płytę nagrywa w sumie osiemnaście osób, niemal nie spotykając się w studiu... 2Tm.2,3 powrócił właśnie z albumem zatytułowanym... 2Tm.2,3. Jego muzyczny obraz i przesłanie duchowe przybliżają Lica, Tomek Budzyński i Darek Malejonek.

- Wasz nowy materiał wydaje się o wiele mniej od poprzedniego zróżnicowany stylistycznie.

Maleo: O, ja myślę, że jest jeszcze bardziej różnorodny. Doszły numery Angeliki Korszyńskiej, o wiele więcej Joszko pokazał... Są już rozwinięte pewne patenty, które na pierwszej płycie dopiero kiełkowały. Działa doświadczenie koncertów, których bardzo dużo graliśmy w ubiegłym roku. Myślę, że ten zespół ma już swój własny styl. Pierwszą płytę nagrywał projekt 2Tm 2,3, a drugą kapela 2Tm 2,3.

Lica: Utwory na płycie są po prostu ułożone w takiej kolejności, żeby załagodzić różnice stylistyczne. Piosenki Angeliki, jak "Stabat Mater" czy "Bądź wola Twoja", to niemal muzyka poważna, średniowieczna - ona ma wykształcenie muzyczne. A gdzie indziej nasze numery "wojenne", do pogo, jak "Szema Izrael" albo "Amen" Budzego. Ten ostatni to juz normalnie do śpiewania na stadionie.


- No dobrze. Ale zgodzicie się chyba, że całość jest raczej nastrojowo - refleksyjna w porównaniu z radośnie - euforyczną "Przyjdź". Chodzi o muzykę, ale też dobór biblijnych tekstów.

Budzy: Ona jest momentami pokutna. Ale to, że "Psalm 51" ma charakter pokutny, nie znaczy, że jest dołujący. Przeciwnie - on ma dawać nadzieję. Mówi o sytuacji, kiedy człowiek upadł, ale wstał, bo ktoś podał mu rękę. Tym kimś jest Pan Bóg.

Lica: Teksty dokładnie oddają nasz obecny nastrój. W psalmach, które śpiewamy, odnajduję siebie - swoje wewnętrzne przeżycia, ale też życie na co dzień z rodziną, z dziećmi... Mówią o moich przwdziwych problemach.

Budzy: Te słowa to nie są historie jakiejś abstrakcyjnej osoby trzy tysiące lat temu. One mówią o nas. Widzisz, uległ zmianie nasz stosunek do tekstów z Pisma Świętego. Najogólniej można powiedzieć, że jest głębszy. Dziś lepiej rozumiemy, co śpiewamy.


- Przygotowania do nagrania płyty nie były chyba równie zwariowane jak poprzednim razem? Na pewno mieliście więcej czasu.

Maleo: Tak właściwie to czasu było jeszcze mniej. Bo przed tamtą płytą mieliśmy chociaż tydzień prób, gdzie byliśmy wszyscy razem. Natomiast tutaj z powodu innych zajęć przygotowania odbywały się na trzech frontach. Ja ze Stopą robiłem próby swoich numerów w Warszawie, Budzy z Beatą Kozak w Poznaniu, a Lica też w Poznaniu, ze Ślimakiem i Goehsem. Nikt nie znał całości. Dopiero w studiu usłyszłem numery Licy na przykład, w których śpiewam, i cieszę się z tego. Mogłem na nie spojrzec świeżym okiem.

Lica: W sumie płyta była nagrywana pół roku z przerwami. Mieliśmy ogromny komfort pracy - kiedy kończyło się nagrywanie, wyłączałem mikser i spałem w reżyserce. Była domowa atmosfera, której zawsze brakowało mi w wielkich, pachnących studiach. Gdzie musisz myśleć, ile kosztuje godzina nagrywania.


- Powiedz w takim razie, jak się to przyjemne studio nazywa i dlaczego zrezygnowaliście z Wisły?

Lica: Z Wisły zrezygnowaliśmy ze względów finansowych - nie było nas stać. A nowe studio nazywa się Psalm, mieści się w Warszawie, realizatorem jest Edek Sosulski.

Budzy: Chcieliśmy to nagrać dokładnie tam, z tym człowiekiem. Na zasadzie eksperymentu. Podobał nam się sposób jego realizacji instrumentów akustycznych, których u nas jest dużo. Ale najciekawsze jest to, że Edek nie miał w ogóle doświadzczenia w nagrywaniu muzyki czadowej. On tam nagrywał wcześniej na przykład Antoninę Krzysztoń. Na początku myśleliśmy nawet o tym, żeby czady zrobić gdzie indziej, ale ostatecznie wszystko powstało tutaj i jesteśmy zadowoleni.


- Lica, debiutujesz chyba w roli producenta...

Lica: To nie jest nowa rola, tylko wcześniej bałem sie napisać, że to robię. Zawsze wyglądało to tak, że nie pozwalałem nikomu nic robić i de facto przeszkadzałem Adasiowi Toczce. Czasem pomagał mi w tym Ślimak.


- Czy po odejściu z Acid Drinkers, 2Tm.2,3 będzie twoim głównym zespołem?

Lica: W pewnym momencie życia trzeba podjąć pewne decyzje. Ja je podjąłem i ciągle się zastanawiam czy słusznie. Ale konsekwencją jest na pewno to, że będę się częściej pojawiał w Tymoteuszu.


- Przybliżcie aktualny skład grupy. Poszerzył się o nowe osoby...

Budzy: Doszli: perkusistka Beata Kozak, basista Doktor Kmieta oraz Paweł Klimczak z zespołu Syndicate. Paweł grał z nami bardzo długo, często zastępując Licę, sprawdził się w zespole. To samo Beata. To świadomy ruch. Ludzie, którzy z nami występują, tak często grają w innych kapelach, że trudno ich zebrać równocześnie na koncert.


- Jak w takim razie wyglądała ich obecność w studiu? Kto w jakich piosenkach się pojawiał?

Maleo: Większość gitar nagrał Lica. W pozostałych Drężmak, który gra z nami od samego początku. Przeważnie w numerach Budzego pojawia się Paweł. Beata grała w kawałkach Budzego, Stopa w moich, a u Licy Goehs i Ślimak.

Lica: To było tak, że każdy wpadał i coś dodawał. Marcin Pospieszalski zjawił się na przykład któregoś razu i stwierdził, że gdzieś przydałby się kontrabas. Podobnie inni muzycy. Bardzo mnie cieszy, że ja, Budzy i Darek jako kompozytorzy nie mamy do końca "praw autorskich" do tego, co słychać. Każdy, kto nagrywał, wnosił coś swojego.


- Powiem wam, że w niektórych przypadkach bardzo trudno rozpoznać, który z was w danej chwili śpiewa.

Budzy: Odkąd koledzy przestali włączać te swoje przestery na wokalach, okazało się, że są świetnymi wokalistami. Następnego Fryderyka dla wokalisty na pewno odbierze Lica (śmiech).

Maleo: Zaśpiewałem tu co prawda najwięcej - jakieś osiem piosenek, ale generalnie staraliśmy się robić tak, żeby w jednym numerze było nawet trzech wokalistów. W promowanym "Psalmie 13" na przykład refren śpiewam ja z Licą, a zwrotkę śpiewa Budzy.


- No właśnie. Mi wydawało się, że zwrotkę śpiewasz ty, a Tomek pojawia się w tych bardziej najstrojowych psalmach.

Lica: Głos Tomka Budzyńskiego jest już sakralnym głosem u nas. Gdziekolwiek się odezwie, to na pewno śpiewa coś o Panu Bogu, albo że jest grzesznikiem (śmiech).


- W kilku kompozycjach, zwłaszcza "Szema Izrael", słychać wyraźnie wpływy muzyki Blliskiego Wschodu czy konkretnie - żydowskiej.

Lica: Przecież Bóg powiedział do narodu wybranego: "Słuchaj Izraelu, Pan jest twoim Bogiem, Bogiem jedynym" i chcieliśmy, żeby forma muzyczna też była w tym klimacie. To wypłynęło naturalnie. Podróż na Wschód.

Budzy: Nie ukrywam, że jesteśmy pod wielkim wpływem muzyki Bliskiego Wschodu, szczególnie muzyki żydowskiej. Te melodie bardzo nam się podobają, śpiewamy tego dużo we wspólnotach. I to automatycznie przenika na nasze płyty.

Maleo: Mogę dodać, że Lica na tyle pokochał hebrajski, że na tej płycie śpiewa głównie w tym języku (śmiech).


- Czy dorobiliście się już własnej publiczności na koncertach?

Budzy: Przychodzą wszyscy: od metalowców po siostry zakonne. I powiem ci, że najlepszymi koncertami są te, które ktoś organizuje za darmo na wolnym powietrzu. Gdzie przychodzi, kto chce, gdzie zatrzymują się przypadkowi przechodnie, a ludzie w blokach wychodzą na balkony. Słowa Chrystusa skierowane są do wszystkich i my gramy dla wszystkich.

Lica: Szkoda by było, gdyby na naszym koncercie nie znalazł się ktoś, kto myśli, że Boga nie ma. Bo wtedy mogę mu powiedzieć, jeśli Go nie ma, to nic nie ma sensu. Ani radość, życie, ani cierpienie, śmierć...

Budzy: Dobrą Nowinę trzeba nieść tam, gdzie jej brak. Zauważyłem, że na takich otwartych koncertach gdzieś po krzakach siedzą ludzie w koszulkach z pentagramami. Zapewniam cię - oni maja największe ucho.


- Na koniec chcę spytać o wagę, jaką ma dla was błogosławieństwo od Papieża dla waszej działalności. I jak do niego doszło.

Maleo: Znajomy Angeliki dał płytę "Przyjdź" Ojcu Ziębie - to taki znany dominikanin, który dobrze zna Papieża. Wiem, że Ojciec Święty jej słuchał i podobała mu się - pobłogosławił to, co robimy. Niestety, nie zaprosił nas na swoją płytę (śmiech). Ale podejrzewam, że nie dobierał sam artystów, tylko zrobiło to Radio Watykan. On ma lepszy gust, przecież grał dla niego na koncercie Dylan, a nie Modern Talking.

Budzy: Nasza działalność budzi sprzeciw. I to nie tylko u ludzi o odmiennych poglądach, często w samym Kościele. Nie wszystkim podoba się ta forma śpiewania świętych tekstów. Pokutują stereotypy, że psalmy można śpiewać tylko w kościele i najlepiej, żeby to był chorał gregoriański... List od Papieża z błogosławieństwem jest w takim wypadku swego rodzaju rekomendacją.

Rozmawiał: Bartek Koziczyński, "Tylko Rock" 6/99