Wywiad z Budzym


Gdy w 1997 roku "robiliśmy książkę" ("Radykalni" - przyp. red.), nie wiadomo było czy za parę lat nie będziesz żałował tego, o czym opowiadałeś, o czym śpiewasz. Po nowej płycie nie słychać, abyś się tego wstydził...
Widzisz, ja nie tylko się tego nie wstydzę, ale ze zdziwieniem zauważyłem, że do pewnych rzeczy muszę po prostu dorosnąć. Muszę je zrozumieć. Tak jest z tekstami. Najpierw powstały pewne intuicje, ale zanim je zrozumiałem, musiało upłynąć kilka lat. Teksty, które śpiewałem na poprzednich płytach, powoli rozumiem dopiero dzisiaj! (śmiech). Ostatnio pisałem teksty na płytę "Droga", która jest płytą bardzo retrospektywną.

Są w niej echa "Triodante", przebojowość "Legendy" i duch "Ducha"...
To najbardziej zróżnicowana płyta ARMII. Największy rozrzut brzmieniowy, utwory są bardzo zróżnicowane. Są nawet brzmienia, których nigdy w ARMII nie było.

Jest "inaczej niż zwykle"?
Ooo, ta płyta to jest dopiero inaczej niż zwykle! (śmiech). I powiem Ci szczerze: to według mnie najlepsza płyta ARMII. To wizytówka. Ze wszystkich płyt ta wyraża mnie najpełniej jako osobę. Gdyby ktoś chciał według płyt ARMII namalować mój portret, to nie dałbym mu ani "Triodante", ani "Legendy" - dałbym mu płytę "Droga". O, tak wygląda Tomasz Budzyński...

No to wygląda marniutko... Enerdowsko... "NRD całe niebo, NRD kocham Cię". Kto chciałby się porównywać do NRD, śpiewać o sobie "głupek taki jak ja, topolowy liść"?
Dokładnie tak jest. Wiocha (śmiech). Po prostu: wiocha, której każdy się wstydzi. Aż piętnaście lat musiało minąć, żebym nabrał do siebie takiego dystansu, że nawet mogę się śmiać z siebie samego.

Śmiejesz się z siebie nawet na okładce.
O tak! Bóg uwolnił mnie od demona schematu. Każda okładka płyty ARMII musiała być czarno-biała, misternie dopracowana, poważna. A tu?

Zadowolony lotnik z wąsikiem...
Właśnie (śmiech). Dobrze, że mówimy o NRD. Z czym się nam ono kojarzy? Z zacofaniem, wstydem. W każdym człowieku tkwi taka wiocha - takie NRD, z którego się wszyscy nabijają i którego on się wstydzi. Człowiek to zakrywa różnymi maskami. A ja? Zdejmuję je. Bo Jezus Chrystus kocha NRD. Kocha człowieka takim, jakim on jest. Razem z tą wiochą. Każdy chce być RFN, ale to mu nie wychodzi... A Jezus mówi: "Ja nie chcę, żebyś ty był RFN, chcę żebyś był sobą!" Całe życie chciałem być RFN. I niestety nie udawało mi się. Aż w końcu pokazałem kawałek mojego NRD i dziękuję za to Bogu.

To właśnie jest świadectwem...
Dokładnie, bo jeżeli ja pokazuję Panu Bogu prawdę o sobie, beznadziejną wiochę, to wtedy mogę usłyszeć: "Kocham Cię". "Radio NRD" to trudny utwór (mimo chwytliwej melodii). Musiało minąć piętnaście lat mego grania, abym mógł się na niego zdobyć.

Pomógł ci śmiech córeczki? Śpiewasz o niej, że "kto nie słyszał tego śmiechu nie wie, co to śmiech".
"Nino Łeno" jest utworem dla mojej córki. Wiesz jaką najpiękniejszą chwilę przeżyłem z życiu? Opowiem ci. Urodziła się Nina. Miała już miesiąc i kładliśmy ją spać. A ona przed snem leżała sobie w łóżeczku i robiła sobie tak: "Babanara balalabara gaga nananalb kaka kaka nana" (śmiech). A ja leżałem obok w łóżku i... przeszły mnie dreszcze. Ciarki na całym ciele. Była to najczystsza modlitwa, jaką w życiu słyszałem. Modlitwa dzieciątka do Boga. A ja słuchałem i mówiłem: "Jezu Chryste, nie ma już niczego piękniejszego! Jaka muzyka, jakie zespoły, jakie koncerty? To śmieszne!" Dlatego śpiewam: "kto nie słyszał tej mowy, nie zrozumie nas". Kto nie słyszał jak dziecko "gada z sobą" (a ja czuję, że ono gada z Bogiem) nie będzie wiedział, o czym ja w ogóle śpiewam. Śmiech czysty, niczym nie skażony... To była najpiękniejsza muzyka, jaką słyszałem w życiu. Doświadczenie dziecka w moim życiu ogromnie dużo zmieniło. To jest total. Uważam, że to jest najsilniejsze doświadczenie. Najsilniejsze. Dlatego, jak to powiedział jeden monarcha: "Niech inni prowadzą wojny, a ty - szczęśliwa Austrio - wstępuj w związki małżeńskie" (śmiech).

Dzieje się coś dziwnego. W ostatnich płytach ARMII i TYMOTEUSZA mogą się prędzej odnaleźć ludzie niewierzący ("Panie mój, nie omijaj mnie") niż "porządni katolicy". Ci mogą się poczuć nawet zgorszeni. Jezus, na którego nie można patrzeć i zakrywa się przed Nim twarz?
To jest konkret. "Panie mój, nie omijaj mnie" - to słowa Abrahama, który spotkał na drodze trzech wędrowców. A przecież to my tak wołamy: nie omijaj nas. Płyta mówi jakąś prawdę o mnie. Nazywa się "Droga", a ja właśnie dzięki drodze neokatechumenalnej zaczynam odkrywać siebie samego. Zauważyłem, że człowiek nie może poznać siebie w pełni bez Jezusa Chrystusa. Dopiero przez Jezusa człowiek może siebie poznać! Dziś nabrałem do siebie dystansu i potrafię mówić otwarcie, że nie jestem doskonałym człowiekiem. Nie jestem święty, nie jestem nawrócony.

Właśnie. Kiedy jeden z dzienników przedrukował fragment "Radykalnych" i nazwał ten tekst "nawróceni", wkurzaliście się. Mówiliście: "My się modlimy, a nawrócenie może kiedyś przyjdzie".
Tak jest (śmiech). Tytuł płyty naprawdę nie jest przypadkiem. Jesteśmy na drodze do nawrócenia. Jesteśmy gdzieś na początku tej drogi, a to, co odkrywamy teraz, to to, że jesteśmy grzesznikami. I to właśnie może się nie spodobać "dobrym katolikom", którzy chcą, by Kościół był jedynie dla "dobrych i czystych ludzi".

Na płycie wyczuwa się ogromną tęsknotę. Chciałbyś, żeby piosenka "Adwent" towarzyszyła przyjściu Pana Jezusa?
Oczywiście, że tak! I to nie tylko ten utwór, ale chyba jeszcze bardziej piosenka "Parowóz numer osiem". To mój ulubiony kawałek. To jest już szczyt tęsknoty. Parowozem numer osiem kieruje Jezus Chrystus. Jeździ i szuka mnie po wsiach. Zaprasza mnie, chce mnie zabrać tym parowozem do nieba. Jeździ i błaga: "Wsiadaj, wsiadaj". A ja uciekam. Ukrywam się po wsiach. A on podjeżdża i mówi: "Wsiadaj!" Ja jednak uciekam.

Dlatego śpiewasz: "Dziwna jest Twa miłość, zakrywam przed nią twarz"?
Jasne, bo tajemnicą Jezusa Chrystusa jest krzyż! To jest prawdziwy znak miłości. Ja dzisiaj tego nie rozumiem. Boję się krzyża.

Na płycie ARMII i TYMOTEUSZA nie znajdzie się Bozi - najpopularniejszego fałszywego obrazu Boga. Jest Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, cierpiący sługa Jahwe.
Pamiętajmy, że Pan Jezus jest także tym, który wygniata winogrona w tłoczni. To też jest Jezus Chrystus. Upokorzony i zbity tak, że aż nie można na Niego patrzeć. Mam doświadczenie Boga takie, jakie jest na drodze neokatechumenalnej. Dla mnie to jest rewelacja. Powiem Ci szczerze: odkryłem po raz kolejny Kościół. Zobaczyłem jego prawdziwe bogactwo, największe skarby. Przecież to jest ta perła, za którą kupiec sprzedał wszystko! Ja to tutaj odkryłem! Chociaż jestem dopiero na początku tej drogi! A co mnie czeka dalej? (śmiech). Dosłownie: Bóg uwiódł mnie miłością, a ja dałem się uwieść...

Na płycie usłyszymy dwanaście piosenek. Jak dwunastu apostołów i dwanaście koszy ułomków - tego, co ludzie odrzucają, czego już nie mogą strawić. Bóg wybiera to, co słabe. Czy czujesz się wybrany, posłany? Aż boję się użyć słowa "misja"...
Każdy ma jakieś egoistyczne zapędy, każdy chce być pierwszy, chce się pokazać. Każdy jest egoistą - jeden większym od drugiego. Ale to, co robimy, jest ewangelizacją. Bóg się tym posługuje. Pokazuje nam - często przez słowa, które sami śpiewamy - prawdę o nas samych. My ewangelizujemy również samych siebie. Słowo Boże, które śpiewamy, to jest światło. Gdy ktoś mi czyta Słowo Boże, to ja dopiero wtedy mogę odnaleźć w nim siebie. Ja przez pół życia rozumiałem Słowa Boże na odwrót (śmiech). Dopiero potem przyszło światło.

Ale w świetle widać też brud i kurz. Ja dopiero niedawno, gdy zaświeciło mocno słońce, zobaczyłem jak brudne mam w domu okna...
Jasne, bo w świetle widać naszą słabość, brud. Co tu dużo gadać: jesteśmy jak niemowlęta. Tak jak mówi święty Paweł. Dosłownie. My musimy pić jeszcze mleczko, bo nie można nam dać nawet żadnego stałego pokarmu, bo byśmy się udławili. Wszystko powolutku. Jaki Kościół jest dobry, że daje nam to mleko powoli! Jesteśmy wyrwani z paszczy smoka. Taka jest prawda o nas. Czemu Panu Bogu się spodobało przyjść do takich ludzi jak my? Nie wiem.

Rozmawiał: Marcin Jakimowicz
pobrane z: Opoka