Wywiad z Beatą Kozak


Nieczęsto zdarza się, by kobieta grała na perkusji. To dość trudny instrument, wymaga niezłej kondycji...
Grałam wcześniej na fortepianie, skończyłam rytmikę. Ukończyłam jednak Akademię Muzyczną w Poznaniu właśnie na perkusji, tyle że klasycznej, przygotowując się bardziej do grania w orkiestrze symfonicznej niż grupie rockowej. Oczywiście, jest to instrument wymagający dobrej kondycji fizycznej, ale z tym nigdy nie miałam problemów.

Czy identyfikujesz się z ostrą muzyka rockową, którą prezentuje Armia?
Zdecydowanie tak! Myślę, że dlatego właśnie zaczęłam grać na perkusji. Mam ekspresyjną naturę. Od zawsze słuchałam ostrej muzyki i dlatego później nie miałam problemów, by wkomponować się w zespół.

Grasz w zespole Armia, ale także 2 Tm 2,3 i własnej grupie Syndicate. Jak długo trwa Twoja przygoda z perkusją w tych grupach?
Z Tymoteuszem i Armią jestem związana od 3 lat, a na stałe od 1,5 roku. Na początku grałam w tych zespołach tylko na zasadzie zastępstwa. Kiedy w Tymoteuszu nie mógł grać "Stopa" poproszono mnie o wsparcie. Podobnie było z Armią.

Czy zespoły, w których grasz lub wcześniej występowałaś, zawsze prezentowały nurt muzyki chrześcijańskiej?
Nie. Moja grupa Syndicate nie śpiewała o Bogu. Dopiero, kiedy zaczęłam grać w Armii i Tymoteuszu, wtedy pojawiły się utwory o treści religijnej. Na pierwszy koncert, na który zaprosił mnie Litza, pojechałam bez pewnej wiedzy. Nie miałam pojęcia, co to za grupa ten Tymoteusz. Kiedy zobaczyłam, że przed koncertem muzycy się modlą, to byłam mocno zdziwiona. Pomyślałam wówczas: "O co im chodzi"? Wtedy dopiero dowiedziałam się, że większość z nich jest na drodze neokatechumenalnej. Przed koncertem w modlitwie prosili Boga, by mogli zagrać na Jego chwałę. Moje pierwsze zetknięcie z tym nurtem muzycznym było zaskakujące. Jednocześnie był to trudny dla mnie osobiście moment w życiu religijnym. Wcześniej byłam bardzo mocno związana z Bogiem, Kościołem, dominikanami. Później jednak odeszłam trochę od Kościoła. Myślę, że zaproszenie do wspólnego grania przez Litzę nie było przypadkowe. Wiedział o moich problemach, chciał pokazać mi, że jest dla mnie "Dobra Nowina". Po tym koncercie zaprosił mnie na katechezy neokatechumenalne. Poszłam na nie, choć buntowałam się. Zauważyłam jednak, że moje życie zaczęło się zmieniać. Kolejne wyjazdy na koncerty z Tymoteuszem umacniały moją wiarę. Sporo rozmawiałam wówczas o Bogu z Tomkiem Budzyńskim. Mówił do mnie takim językiem, że nagle wszystko stawało się oczywiste.

Można więc powiedzieć, że Twoje granie w Tymoteuszu i Armii odmieniło Twoje życie religijne?
Zdecydowanie tak! Zupełnie inaczej patrzę dziś na życie i otaczającą mnie rzeczywistość. Dopiero na drodze neokatechumenalnej tak naprawdę dojrzałam. Dla mnie te występy na scenie to wielkie błogosławieństwo. Miałam szczęście, że poznałam takich ludzi. Darek Malejonek, Litza, Tomek Budzyński - oni świadczyli swoim życiem, pokazali mi, że jest "Dobra Nowina" i nadzieja.

Na ilu koncertach występujesz rocznie, czy łatwo jest pogodzić częste wyjazdy z życiem rodzinnym?
Generalne gramy przez cały rok, ale najwięcej występujemy latem i jesienią. Zdarza się jednak i tak, że praktycznie przez 2 miesiące nie ma mnie w domu. Moja córka Kaja ma 11 lat i rozumie to, że mama gra w zespole. Sama też śpiewa w Arce Noego i czasem wyjeżdża na koncerty, więc jest tolerancyjna pod tym względem. Kiedy tylko mogę, a wiem, że Kaja nie ma ważnych obowiązków w szkole, to zabieram ją ze sobą na kilka dni.

Gdzie była najliczniejsza publiczność, przed którą zdarzyło Ci się grać?
Było to w poznańskiej Arenie, grałam z moją grupą Syndicate podczas rockowych Walentynek. Na koncert przyszło ponad 4 tysiące ludzi. W Warszawie na Agrykoli graliśmy koncert "Przeciw przemocy" i też cieszył się on dużym powodzeniem. Podobnie było w katowickim Spodku, gdzie grałam z Armią i Tymoteuszem.

Czy jesteś jedyną kobieta w Polsce, która gra na perkusji?
Na pewno nie, ale myślę, że jedyną występującą w "topowym zespole". Z pewnością są perkusistki grające w mniejszych grupach, ale w tych ściągających większą publiczność nie spotkałam dotychczas dziewczyn.

Jak współpracuje Ci się z kolegami z zespołu? Czy kobiecie łatwiej jest porozumieć się z muzykami mężczyznami?
Myślę, że trudniej. Gram na męskim instrumencie, więc staram się robić to trochę po męsku. Moja gra nie może być zbyt delikatna, bo gramy ostrą muzykę. Jednocześnie jestem kobietą, czuję się kobietą i chciałabym, żeby tak traktowali mnie koledzy. Oni tymczasem widzą we mnie muzyka i kolegę po fachu.

Jak traktujesz grę na perkusji: czy dla Ciebie to bardziej hobby czy praca?
Nie wyobrażam sobie, bym mogła robić coś innego, więc to pewnego rodzaju hobby. Jednocześnie jest to moja praca i z tego się utrzymuję. Poza grą w zespole uczę gry na perkusji w szkole muzycznej w Poznaniu i prowadzę rytmikę w przedszkolu.

Czy masz muzyczne marzenia jako perkusistka?
Muzycznie spełniam się w zespołach, w których występuję. Kiedyś nagrałam dla Maryli Rodowicz pięć piosenek, z których dwie weszły na płytę. Dostałam nawet propozycję występowania z nią, ale to był niewypał. Okazało się, że gram zbyt mocno, że to jest inna muzyka. Poza tym są to zupełnie inni ludzie, inne środowisko. Z perspektywy czasu widzę, że dobrze się stało, że nie przystałam na współpracę. Nie odnalazłabym się wśród tych ludzi. W Tymoteuszu czy Armii jesteśmy partnerami. Nie ma problemów z zastępstwem, przełożeniem koncertu. Staramy się sobie pomagać wzajemnie, tworzymy wspólnotę.

Czy uważasz, że ewangelizowanie młodzieży poprzez muzykę, czasem tak ostrą jak w wykonaniu Armii, jest dobrą metodą? Czy ten przekaz dociera do młodych ludzi?
Z pewnością jest wielu młodych ludzi, których poprzez muzykę można zbliżyć do Boga i do innych ludzi. Niegdyś Jezus mówił do rybaków, dziś mamy zbuntowaną młodzież, której trzeba coś zaproponować. Coś co do niej dotrze. Dla tych łudzi muzycy często są idolami. Jeśli więc muzyk ze sceny śpiewa o Bogu, miłości, tolerancji, to może zasieje ziarno prawdy w sercu młodego człowieka. W Tymoteuszu śpiewamy psalmy i są one bardzo ciepło przyjmowane. Myślę, więc że ewangelizowanie przez muzykę ma swoje uzasadnienie i przynosi efekty.

Rozmawiała Agnieszka Bialik
Magazyn "Droga"