Być chrześcijaninem naprawdę - rozmowa z Litzą


Kiedy opowiadałeś o zespole "2 Tm 2,3" czyli o "Tymoteuszu" i śpiewanych przez niego psalmach stwierdziłeś, że "artysta jest w dużym niebezpieczeństwie". Co miałeś na myśli?
Śpiewając psalmy, człowiek modli się najlepiej, bo w psalmach jest wszystko, co ma w sercu, co chciałby wykrzyczeć do Boga, a nie zawsze umie to przekazać własnymi słowami. Jeśli mam kłopoty z modlitwą, chwytam się psalmów. W nich znajduję historię zbawienia. W ten sposób Bóg ratuje człowieka nie tylko z sideł szatana, ale ratuje go od śmierci.

Wracając do poprzedniego pytania, w jakim niebezpieczeństwie są artyści?
Twórcy i artyści mają szczególną predyspozycję grzeszenia przeciwko I przykazaniu.

Mógłbyś to bliżej wyjaśnić?
Może powiem o sobie. Jeśli całe życie dbam o to, żeby być docenianym jako twórca, muzyk, kompozytor, a na samym końcu okazuje się, że to do tego stopnia jest ważne, że zasłania mi Pana Boga, to wtedy grzeszę przeciwko I przykazaniu. Taka zależność trzymała mnie w ogromnej niewoli. Cieszę się, że teraz mogę być w Kościele, we wspólnocie neokatechumenalnej, gdzie Liturgia Słowa, Eucharystia ogromną pomocą i ratunkiem w codziennym życiu.

Przyglądając się twojej historii nawrócenia...
...nawracania...

Właśnie. W twojej historii nawracania nie było jednego punktu zwrotnego do Pana Boga. Kościół i wiara od początku nie były Ci obce.
Co znaczy zwrot? Zwrot jest każdego dnia. Historia mojego życia pokazuje jedno - że Pan Bóg mnie szuka, chodzi za mną, dba o mnie. Natomiast ja, kiedyś w większym wymiarze niż teraz, mówiłem Bogu - nie. Mówiłem Mu - chcę pełnić swoją wolę. Są, owszem, takie przypadki jak św. Pawła, że spadł z konia - i koniec! Ale ja jestem człowiekiem o twardym karku, który potrzebuje wielu lat drogi katechumenalnej, na której poznaję czym jest chrzest, czym jest bycie chrześcijaninem naprawdę.

Kto cię skierował na drogę neokatechumenalną?
Mam nadzieję, że Duch Święty.

A zanim na nią wstąpiłeś, szukałeś Pana Boga?
To, o co pytasz jest bardzo ważne. Mam w odpowiedzi pytanie: czy modlenie się po to, by Pan Bóg spełniał moje plany w życiu jest szukaniem Boga? Czy odprawianie pewnych rytów religijnych po to, by np. zdać egzamin, zarobić pieniądze itp. jest szukaniem Go? Myślę że nie.

Wraz z wejściem na drogę katechumenalną "wypłynąłeś na głębię".
Nie, to nie jest tak. Tak bym tego nie upraszczał. Mimo że od dawna chodzę do kościoła, uczestniczę w Eucharystii, do pewnego momentu to moje uczestnictwo było bierne. Traktowałem Boga jako Kogoś, kto ma mi służyć, być do mojej dyspozycji. Nadal ulegam pokusom, jak każdy człowiek, żeby szemrać: dzisiaj masz mi dać Boże to i tamto, i to już...
"Troska Pana Boga o mnie sprawiła, że dzisiaj jestem we wspólnocie, w której widzę, że Bóg objawia się poprzez konkretne fakty mojego życia. Nie zawsze bywam oazą spokoju, jak niektórym się wydaje. Ale staram się być dobrym człowiekiem.

Czy nie jest tak, że gdy człowiekowi się lepiej powodzi, a w takiej sytuacji teraz jesteś, wydaje się, że Pan Bóg jest blisko, natomiast gdy dokuczy bieda lub poważne nieszczęście, inaczej się do Boga woła?
Ale ja Pana Boga nie wołam. Rzadko Go wołam i staram się raczej błogosławić za to, co robi w moim życiu. Były momenty, kiedy wyrzucano nas na bruk z trójką dzieci, potem miałem dwie operacje serca i tak samo nie potrafiłem dziękować za to, jak i dzisiaj nie potrafię być wdzięczny za wszystkie błogosławieństwa. Ludzie mówią: jak trwoga to do Boga. To, że kiedyś nie miałem pieniędzy na opłacenie ZUS-u, albo to, że mogę teraz być tym, który innym daje pracę, nie ma znaczenia. Bóg każdego dnia woła mnie do nawrócenia.

Powiedziałeś kiedyś, wspominając lata gry w zespołach rockowych, że nie brałeś udziału w uciechach życia rockandrollowego?
Grałem, bo próbowałem przez tworzenie uciec od rzeczywistości. Nie byłem w stanie zaakceptować rozwodu moich rodziców, mojej historii, moich słabości i uciekałem w granie. Nie traktowałem muzyki jako sposobu na pozyskiwanie kolejnych dziewczyn czy okazji do brania narkotyków.

Wielu twoich kolegów jednak tak żyje. Czy w związku z tym nie było między wami spięć na tym tle?
Nie jestem po to, żeby sądzić tych ludzi. Poza tym każdy człowiek tak naprawdę szuka miłości i szczęścia, a jeżeli jest słaby to znajduje sobie protezy. Protezy miłości, szczęścia, protezy pożycia damsko - męskiego i jeszcze myśli, że to jest to. A ja czuję się zaproszony do tego, żeby mieć żonę, dzieci, rodzinę. To jest wspaniałe, że Pan Bóg dał sakrament małżeństwa. Być z rodziną przy stole, wspólna modlitwa, obiad, radość przebywania z dziećmi. Aby życie miało sens, trzeba je głęboko i poważnie traktować.

Rozmawiał i rysował: TYTUS BYCZKOWSKI
bosko.pl